Sawicka … żona marynarza

Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w sprawie oskarżonej o korupcję byłej posłanki Platformy Obywatelskiej, Beaty Sawickiej. Od razu pojawiła się fala komentarzy: z jednej strony – polityków PiS, którzy upatrują w tym fakcie przejaw legitymizacji dla swoich rządów; z drugiej – osób, próbujących usprawiedliwiać Beatę Sawicką, sugerując, że do przestępstwa nigdy by nie doszło, gdyby nie prowokacja CBA. Ani jedna, ani druga narracja nie jest prawdziwa.
Otóż całą dyskusję należy zacząć od przypomnienia dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, TVN, „Gazety Polskiej” i innych wpływowych mediów, że wyroków sądów się nie komentuje. Niestety, w Polsce ta zasada stosowana jest wybiórczo. Nawoływanie do niekomentowania decyzji sądowych ma miejsce wówczas, gdy potwierdzają one określony sposób myślenia, jednak jeżeli nie są zgodne z czyimś oczekiwaniami, wówczas piętrzy się fala rozmaitych komentarzy. Jest w tym wiele hipokryzji.

Złodziej szuka okazji
Postąpię konsekwentnie i nie będę komentował wyroku sądu w sprawie Beaty Sawickiej. Jednak zamierzam obnażyć pewną absurdalną argumentację, jaka się przy tej okazji pojawiła. Wielu publicystów, polityków, dziennikarzy i artystów twierdzi, że była posłanka PO nigdy nie popełniłaby przestępstwa, gdyby nie prowokacja CBA i zaloty agenta Tomka, obecnie posła Tomasza Kaczmarka. Tego rodzaju typ argumentów uważam za demagogiczny. Sięgnijmy po fakty: Beata Sawicka, popełniając ciężkie przestępstwo korupcyjne, została przyłapana na gorącym uczynku. Agenci CBA, prowadząc czynności operacyjne, złapali ją za przysłowiową rękę. W tej sprawie zabrano przygniatający materiał dowodowy, właściwie nie ma żadnych wątpliwości. Jednak odwróćmy sposób myślenia o 360 stopni, wyobraźmy sobie, że prowokacji CBA nie było. Co by się wówczas stało? Czy Sawicka również popełniłaby przestępstwo korupcyjne? Były dyrektor Biura Ekspertyz i Analiz nieistniejącego już Urzędu Ochrony Państwa, Piotr Niemczyk powiedział kiedyś jedno przenikliwe zdanie: „Nie zawsze jest tak, że okazja szuka złodzieja”. Warto rozwinąć tę myśl, otóż: w życiu często to złodziej szuka okazji. Gdyby Beata Sawicka nie napotkała okazji na podjęcie poczynań korupcyjnych, pewnie nie popełniłaby przestępstwa. Ale tylko i wyłącznie przy takim założeniu. Jeżeliby zaś los stworzył przed nią okazję, zachowałaby się w podobny sposób, jak podczas prowokacji zaaranżowanej przez CBA, czyli wyciągnęłaby rękę po pieniądze.

Tłumaczenie głupiego
Dlaczego tak uważam? W tym miejscu sięgnę po moją ulubioną metaforę (którą sam na tę sposobność wymyśliłem) żony marynarza. Wyobraźmy sobie męża, który ma piękną żonę, nie żywi wobec niej jakichkolwiek podejrzeń, ale ponieważ jest marynarzem i często wypływa w dalekie rejsy, postanawia w pewnym momencie powiedzieć: „Sprawdzam”. Wynajmuje zawodowego uwodziciela i nakazuje mu kusić swoją małżonkę. Po niedługim czasie kobieta ulega, zostając przyłapana in flagranti na zdradzie. Podczas rozprawy rozwodowej adwokaci niewiernej żony argumentują: do zdrady nigdy by nie doszło, gdyby nie prowokacja zorganizowana przez męża. Otóż to jest tłumaczenie głupiego! Ktoś, kto zachował się w określony sposób w zaaranżowanej sytuacji, tak samo postąpiłby w ramach doświadczenia życiowego, w warunkach spontanicznych i niewyreżyserowanych przez osoby trzecie. Prowokacja policyjna jest instrumentem, który ma przetestować nastawienie człowieka wobec określonych norm i wartości, jego skłonności oraz dyspozycje do podjęcia konkretnego modelu działań. Często osobom publicznym wydaje się, że przez to, iż zasiadają na szczytach hierarchii społecznej, mogą więcej. Jest dokładnie odwrotnie. Ludziom obdarzonym społecznym zaufaniem, sprawującym funkcje, do których przypisany jest kredyt zaufania, wolno mniej. O ile w wymiarze prawa procesowego wątpliwości zawsze działają na korzyść oskarżonego, to w sferze polityki wątpliwości muszą być interpretowane na niekorzyść konkretnego polityka. Powinien on dobrowolnie zawiesić wykonywanie danej funkcji do czasu aż nie usunie wszelkich podejrzeń. Na tym właśnie polega zapowiadana przez premiera Donalda Tuska, niestety tylko werbalnie, polityka wyższych standardów. W życiu publicznym nie może być dwuznacznych sytuacji.

Co jest większym kuszeniem?
Przy okazji skazania Beaty Sawickiej pojawiły się zastrzeżenia, czy CBA miało prawo wszcząć operację specjalną bez uzyskania wiarygodnych podejrzeń co do faktu popełnienia przestępstwa. To jest kwestia zupełnie marginalna. W przypadku zwykłych obywateli takie działanie służb specjalnych mogłoby budzić pewne kontrowersje, jednak wobec polityków czy w ogóle osób sprawujących funkcje publiczne, należy stosować ostrzejsze kryteria. Jak już powyżej zostało napisane, im wolno mniej niż przeciętnym obywatelom. Są to osoby, które otrzymały kredyt społecznego zaufania, stąd stawiane przed nimi oczekiwania i stosowane metody kontroli państwa muszą być dalej posunięte. Ktoś, kto cieszy się większym zaufaniem, powinien liczyć się z szerszym zakresem działań kontrolnych, podejmowanych ze strony organów państwowych. Argument, że służby specjalne mogą działać jedynie na podstawie materiału faktycznego, wskazującego na uzasadnione podejrzenie o popełnieniu przestępstwa, jest absurdalny. Idąc dalej tropem tego sposobu myślenia, doszlibyśmy do wniosku, że pracownicy urzędów skarbowych nie mogą w ramach procedury wyrywkowej przeprowadzić kontroli oświadczeń podatkowych, zaś rewizorzy Miejskich Zakładów Komunikacji nie powinni sprawdzać w autobusach biletów. Przecież nic nie uzasadnia podejrzenia o popełnieniu przestępstwa. Obowiązuje domniemanie niewinności. Skąd możemy wiedzieć, że określona osoba złożyła fałszywe zeznanie podatkowe albo jeździ po mieście bez biletu? A jednak w takich sytuacjach podejmowane są działania kontrolne, na gruncie założeń czystko hipotetycznych. Dlaczego więc organy ścigania karnego czy służby specjalne, gdy w grę mogą wchodzić o wiele bardziej poważne przestępstwa, mają postępować inaczej. Wiele osób uważa, że stosowanie prowokacji policyjnych jest kuszeniem do popełnienia przestępstwa. Jednak to rozumowanie można poprowadzić również w drugą stronę. Moim zdaniem, brak działań kontrolnych ze strony państwa, bierność w zwalczaniu rozmaitych patologii korupcyjnych czy rezygnacja z najbardziej skutecznych metod wykrywania korupcji, jest jeszcze większym zachęcaniem do popełniania przestępstw.

Pieniądze i biżuteria
Jednak w całej sprawie najbardziej obnażająca wydaje się argumentacja, za pomocą której Beata Sawicka chciała „uwieść” sąd. Tok rozumowania, jaki zaprezentowała, całkowicie ją pogrąża jako byłą osobę publiczną. Sawicka powiedziała o agencie Tomku mniej więcej takiego coś: „Zawsze miał przy sobie dużą ilość pieniędzy, nosił drogie ubrania, obdarowywał mnie biżuterią”. A więc liczyły się tylko pieniądze i biżuteria… O to chodziło naprawdę. Fakty, które zostały przywołane na rzecz linii obrony, stanowią najlepszy oręż oskarżenia. Ta sytuacja pokazuje, jak prymitywni ludzie mogą wchodzić w skład polskiego establishmentu. Sawicka jest być może tylko tragiczną, jednostkową emanacją szerszego zjawiska. Wystarczy, że jakiś chłop z przysłowiowego Pipidówka zamieni gumofilce na lakierki, kufajkę na elegancki garnitur, włoży do portfela trochę „siana” i już może skorumpować pół sejmu. Poziom myślenia zaprezentowany przez Sawicką obraża inteligencję każdego szanującego się człowieka. W Polsce istniej front na rzecz korupcji. Tylko w taki sposób można wytłumaczyć infantylne forsowanie pewnych niedorzecznych twierdzeń. Trudno bowiem uwierzyć, aby określone grupy czy środowiska były na tyle naiwne intelektualnie, że z pewnych rzeczy nie zdają sobie sprawy. Korupcja stanowi największą patologię demokratycznego państwa. Podobnie jak rak toczy organizm i jest schorzeniem trudno wykrywalnym. Najskuteczniejszymi metodami ofensywnymi walki z korupcją są prowokacje policyjne oraz operacje specjalne. Powinny być one szeroko wsparte instrumentami profilaktycznymi, takimi jak edukacja i uproszczenie prawa. Jednak w wielu sytuacjach korupcji nie da się inaczej wykryć, jak poprzez zaaranżowanie prowokacji. Inne sposoby po prostu zawodzą. Frontalny atak na sprawdzone na całym świecie i powszechnie stosowane techniki pracy operacyjnej nie biorą się z ich wadliwości, moralnej dwuznaczności, lecz ze skuteczności. W tym przypadku cnota nie jest traktowana jako cnota, zaś walor jest postrzegany jako mankament.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.