Smród po EXPO w Mediolanie. Brakuje milionów złotych

Polski pawilon w Mediolanie pobił rekordy popularności. Sukces ma jednak wielu ojców. Trwa spór pomiędzy Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i generalnym wykonawcą. Przedsiębiorcy uważają, że Agencja ich oszukała i domagają się od niej 10 mln złotych. Kto ma rację?

Światowa Wystawa EXPO 2015 w Mediolanie przyciąga turystów z najdalszych zakątków globu. Polski pawilon pobił rekordy popularności. Jest czwarty, co do wielkości spośród wszystkich pawilonów i odwiedziło go w ciągu czterech miesięcy prawie milion osób – to więcej niż np. budynek należący do USA. Media i rząd ogłosiły ogromny sukces Polski podkreślając jednocześnie, że pawilon udało się stworzyć dwa razy taniej niż np. Niemcom.

Na rządowych stronach czytamy: udział Polski w Wystawie Światowej EXPO 2015 w Mediolanie to kompleksowa i wielobarwna promocja polskiej gospodarki, kultury, turystyki, a także polskiej kreatywności oraz gościnności. Bilans czterech miesięcy Wystawy przerósł początkowe założenia i oczekiwania organizatorów”.

Po polsku

Organizację udziału Polski w EXPO powierzono Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która na realizację projektu ogłosiła przetarg. W konsorcjum zwyciężyły z najniższą ceną (23 mln zł brutto) firmy: Easylog , IT.event, IT.expert oraz Rochstar Events . W Gazecie Finansowej jako pierwsi ujawniliśmy, że jedna z firm pracująca przy projekcie jest związana m.in. z oskarżanym o korupcję głównym bohaterem tzw. „infoafery” czyli afery korupcyjnej dotyczącej przetargów informatycznych w dawnym MSWiA. A jeden z podwykonawców to z kolei firma związana z warszawskim radnym z Platformy Obywatelskiej, o którym głośno zrobiło się podczas budowy Stadionu Narodowego w Warszawie – na którym według ówczesnych relacji mediów – miał zarobić krocie. Przetarg na EXPO – jak informowały media – był jednak pod ochroną tarczy antykorupcyjnej czyli pod szczególnym nadzorem służb. Ale prawdziwe problemy zaczęły się dopiero kilka tygodni temu.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości – przypomnijmy – podlega pod kierowany przez Janusza Piechocińskiego (PSL) resort gospodarki. Jej celem – jak przynajmniej wynika z definicji – jest wspieranie polskich przedsiębiorców. „PARP – wspiera przedsiębiorców w realizacji ich wizji” – czytamy na stronie instytucji. Ponadto, jak czytamy, PARP „realizuje program działań komunikacyjnych, które wspierają udział Polski w Wystawie Światowej EXPO 2015. Działania prowadzone są głównie we Włoszech oraz w Polsce, a ich celem jest budowa wizerunku Polski jako kraju atrakcyjnego gospodarczo, miejsca do nawiązywania wartościowych kontaktów handlowych oraz lokowania inwestycji”. Przedsiębiorcy zaangażowani w realizację polskiego pawilonu w Mediolanie uważają jednak, że PARP nie wspiera przedsiębiorców. Przez Agencję czują się wręcz oszukani.

Andrzej Albera z IT Expert opowiada nam o konflikcie z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości, nie szczędząc jej słów krytyki. Podkreśla, że próbuje odzyskać ponad 10 mln zł.

Dziś Polski Pawilon na EXPO w Mediolanie to wielki medialny sukces, choć przez działanie urzędników z PARP realizacja tej inwestycji graniczyła z cudem. Na EXPO są jasne wymagania i procedury, które urzędnicy PARP powinni wypełniać. Na zbudowanie Polskiego Pawilonu mieliśmy niespełna cztery miesiące – choć inne kraje budowały nawet dwa razy dłużej. Tymczasem przez ponad miesiąc nie mogliśmy wejść na plac budowy, bo PARP nie wypełnił swoich obowiązków wobec EXPO – dodaje przedsiębiorca. – Wielokrotnie dochodziło do absurdalnych sytuacji. Dostawy materiałów czekały pod bramą EXPO nawet 7 dni – bo PARP nie zgłosił wjazdu ciężarówek. Wszystkie opóźnienia wynikały z zaniedbań PARP, a potem dodatkowym nakładem pracy i po nocach musieliśmy to nadrabiać. Firmy realizujące sąsiednie pawilony i nadzór EXPO mówili nam: "nie dacie rady". Daliśmy radę, pomimo kłód, jakie rzucali nam pod nogi urzędnicy PARP – nadzór EXPO określił to prosto: „Polski Cud”. Aby Polski Pawilon był gotowy na otwarcie EXPO zainwestowaliśmy własne pieniądze, bo PARP zapomniał o takich sprawach jak chociażby polska flaga przed pawilonem czy napis "#POLAND" na budynku. PARP zamówiła też kilkadziesiąt zmian do projektu (wymianę niektórych elementów na droższe, dodatkowe wyposażenie). Dziś PARP umywa ręce i nie chce za to zapłacić – choć zamówienia podpisywał osobiście wiceprezes PARP odpowiedzialny za EXPO – pan Dariusz Dąbek. PARP zalega nam z zapłatą wynagrodzenia w kwocie powyżej 10 mln złotych. Teraz kiedy przygotowujemy się do rozbiórki PARP zachowuje się równie nieracjonalnie – np. zażądali żebyśmy przywieźli gruz do Warszawy – mówi nam Andrzej Albera.

Poszło o pieniądze

Pojawił się również konflikt na linii generalny wykonawca a podwykonawcy, których przy realizacji zlecenia pracowało kilkunastu. Wszystko ze względu na opóźnienia w płatnościach. Część podwykonawców zwróciła się do PARP z żądaniem zapłaty za wykonane prace. Przedsiębiorcy podkreślają, że czują się oszukani, bo Agencja ma prawo (ale nie obowiązek) rozliczyć się bezpośrednio z ich firmami. Agencja zamiast zapłacić przedsiębiorcom postanowiła nałożyć kilka milionów kary na generalnego wykonawcę.

-To absurdalne, teraz tych pieniędzy nie zobaczymy już wcale. Kary naliczone przez PARP nie mają podstaw faktycznych, o czym PARP wie. Służą tylko temu, aby czymś usprawiedliwić brak zapłaty za roboty dodatkowe – twierdzą przedsiębiorcy, którzy pokazali nam również szereg korespondencji z PARP-em.

Z kolei Andrzej Albera podkreśla, że konflikt z podwykonawcami to także „zasługa” Agencji.

-To PARP prowokuje konflikt z podwykonawcami – zwlekając z płatnościami i przekazując półprawdy o rozliczeniach z nami. Dziś wszyscy to wiedzą. Ostatecznego rozliczenia z podwykonawcami dokonamy po zakończeniu przez nich prac przewidzianych w umowach podwykonawczych – czyli po zakończeniu wystawy – mówi Andrzej Albera.

Co na to Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości?

Spotkaliśmy się z prezes PARP Barbarą Lublińską-Kasprzak. Prezes wyjaśniła nam, że czuje się szantażowana przez przedsiębiorców (np. groźby protestów), czuje również, że wywierana jest na niej presja poprzez np. zainteresowanie tematem dziennikarzy. W spotkaniu wziął udział również Miłosz Marczuk, rzecznik prasowy PARP. Poprosiliśmy o autoryzację wypowiedzi pani prezes. W rozmowie telefonicznej poproszono nas jednak o niewymienianie nazwiska prezeski, bo spotkanie miało rzekomo charakter nieformalny i służyło omówieniu tej sprawy. Lublińska-Kasprzak podkreśliła, że w tej sprawie najważniejsze będzie orzeczenie sądu (PARP zatrzymał w depozycie ok. 3,5 mln zł z kwoty należności za realizację zamówienia). Dla małych firm to jednak problem, bo takie spory sporo kosztują, a poza tym 3 mln zł, to zbyt mało do uregulowania wypłat dla podwykonawców – kwota nie obejmuje bowiem wykonanych robót dodatkowych, których według PARP po prostu nie było. Prezes PARP-u w rozmowie z nami wyjaśniła, że nie ma prawa rozliczyć się z podwykonawcami, a poza tym generalny wykonawca poinformował Agencję, że już się z nimi ostatecznie rozliczył. Dodała również, że projekt nie był opóźniony przez działalność PARP, a raczej przez brak doświadczenia generalnego wykonawcy w projektach budowlanych i dodała, że przedsiębiorcy zasypują biuro mailami domagając się informacji nawet w trybie dostępu do informacji publicznej. Ponadto PARP podkreśla, że „umowa z generalnym wykonawcą miała charakter ryczałtowy, stąd jakiekolwiek zamiany materiałów w trakcie budowy itp. nie powinny mieć wpływa na końcową cenę ustaloną również w procesie wyboru wykonawcy w trybie UZP”. W pisemnej odpowiedzi na zadane wcześniej pytania czytamy z kolei, że „trwa obecnie proces wyjaśniania na linii generalny wykonawca-podwykonawcy-PARP, braku wypłaty należnego wynagrodzenia podwykonawcom z tytułu wykonania robót budowlanych”.

O skomentowanie tej sprawy poprosiliśmy posła Jacka Świata z Prawa i Sprawiedliwości.

– Polska jest krajem cudu gospodarczego: Budowaliśmy najdroższe w Europie autostrady, budowaliśmy je za pieniądze w większości podarowane, a podwykonawcy bankrutowali, bo im nikt nie zapłacił – mówi Gazecie Finansowej parlamentarzysta. – Do wyjaśnienia tego cudu nie potrzeba noblistów z dziedziny ekonomii, ale kilku sprawnych prokuratorów. Po skandalu z plajtującymi budowniczymi autostrad sejm przyjął nawet specjalną ustawę, by doraźnie ratować zagrożonych. Systemowo sprawę miała rozwiązać nowelizacja prawa zamówień publicznych przewidująca ograniczenie samowoli głównych wykonawców w traktowaniu podwykonawców. Niewiele to pomogło – dodaje. – Polski system zamówień publicznych przy wielkich inwestycjach wciąż jest dręczony przez patologie: korupcję, marnotrawstwo, defraudacje. Niestety elementem tego patologicznego układu jest PARP. Jedna z wielu agencji, które padły łupem PSL-u. I dziś służą raczej jako zaplecze tej partii, a nie realizacji ustawowych zadań. Misją PARP-u jest tworzenie optymalnych warunków dla pracy i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. To oznacza, że agencja ma bronić interesów sektora MSP wobec wielkich firm, a nawet własnego rządu. Jeśli tak się nie dzieje, to nie tylko problem ułomnego prawa, ale także problem moralności władzy. Jak widać, jedno i drugie wymaga radykalnej zmiany. A to, ż w naszych warunkach w ogóle powstają jakieś wielkie inwestycje, to nie zasługa odchodzącego rządu, ale kolejny przejaw polskiego cudu gospodarczego – podkreśla poseł Jacek Świat.

W sprawie warto również zwrócić uwagę na tzw. „tarczę antykorupcyjną”, często nazywaną przez polityków opozycji tarczą prokorupcyjną. Nikt nie wie bowiem jak działa, ani dlaczego nie zadziałała podczas wspomnianej infoafery w MSWiA. Czy spór o pieniądze w tej sprawie ma związek z działaniami służb?

 

—————