Strefa tabu

O czym mówią nam tzw. „taśmy Serafina”, zawierające ponury zapis rozmowy Władysława Serafina z Władysławem Łukasikiem? Warto przy tej okazji pokusić się o bardziej ogólną tezę niż tylko ta, która wypływa z oceny konkretnych treści konwersacji prowadzonej pomiędzy dwoma działaczami związanymi z Polskim Stronnictwem Ludowym.
Polska polityka uprawiana jest w strefie tabu, a najważniejsze sprawy załatwiane są za kulisami głównego nurtu życia publicznego. Jest to logiczny wniosek wypływający z doświadczeń dwudziestu lat transformacji. Najbardziej spektakularne afery ujawnione zostały za pomocą schowanego w kieszeni dyktafonu albo kamery ukrytej w zaciszu jakiegoś biura. Narzędzia te rejestrowały zapis zakulisowy, niedostępny w normalnych warunkach dla niewtajemniczonego obserwatora. To oznacza, że najistotniejsza warstwa polskiej polityki ukryta jest za zasłoną intymności – niestety, w tym przypadku patologicznej.

Standard obywatelskiej demokracji
Dyskrecja jest normą świata przestępczego. Ludzie żyjący na bakier z prawem muszą stosować kamuflaż, aby nie wpaść w ręce wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem cechą świata polityki powinna być transparentność. Na tym polega wyższy standard życia publicznego, że osoby obdarzone społecznym zaufaniem działają w sposób całkowicie jawny. Polityków weryfikuje się według zaostrzonych reguł – już sam fakt ukrywania pewnych okoliczności jest dyskwalifikujący. W wymiarze polityki nie obowiązuje zasada domniemania niewinności. Wątpliwości muszą być rozstrzygane na niekorzyść polityków. Oczywiście politykowi osadzonemu na ławie oskarżonych przysługują te same procedury prawa karnego, według których osądzani są inni podejrzani, jednak w życiu publicznym obowiązują ich podwyższone kryteria. Polityk nie może chować się za zasadą domniemania niewinności, mówić: „Udowodnijcie mi winę” bądź domagać się, aby w myśl starorzymskiej dewizy „in dubio pro reo”, wątpliwości zostały rozstrzygnięte na jego korzyść. Osoba sprawująca funkcję, do której przypisany jest mandat społecznego zaufania, musi zrobić krok do przodu i sama udowodnić swoją niewinność. Na płaszczyźnie prawa karnego ciężar przeprowadzenia dowodu leży po stronie oskarżyciela, w sferze polityki ciężar dowodu znajduje się po stronie oskarżonego. Inaczej mówiąc, osobom publicznym wolno mniej, ale z drugiej strony ich działalności muszą towarzyszyć wyższe oczekiwania. To jest standard obywatelskiej demokracji.

Gangsterskie obyczaje
W świecie przestępczym za cnoty uważa się anonimowość, poufność, dyskrecję, intymność. Członkowie gangsterskich syndykatów porozumiewają się za pomocą grypserki, ukrywając prawdziwy sens przekazu. Z punktu widzenia logiki poczynań przestępczych jest to zachowanie całkowicie racjonalne – przekazywane treści nie mogą być dostępne szerokiemu audytorium, a wypowiadane komunikaty muszą zostać zaszyfrowane. Konwersacja przestępcza może być zrozumiała jedynie dla wtajemniczonych, bo świat przestępczy stanowi obszar z natury hermetyczny i nietransparentny. Jednak wymiar życia publicznego powinien być dokładnym zaprzeczeniem praktyk i metod naturalnych dla przestępców. Tutaj cnotami są jawność, przejrzystość oraz transparentność. Przymioty, które w sferze działalności przestępczej funkcjonują jako norma, na płaszczyźnie polityki stanowią patologię. Niestety, klasa polityczna w Polsce przyjęła standardy klasyczne dla przestępczego półświatka. Tak zwany establishment postępuje według reguł stosowanych w gangsterskich syndykatach. Gdy gasną światła kamer, a z korytarzy znikają mikrofony noszone na co dzień przez dziennikarzy, politycy zaczynają mówić knajackim językiem, właściwym dla dresiarzy w nocnych klubach, niejednokrotnie posługują się grypserą, porozumiewają się za pomocą zaszyfrowanych komunikatów, usiłują ukryć najistotniejsze elementy emitowanego przekazu. Polska polityka została osłonięta strefą tabu. Stała się rzeczywistością niedostępną dla niewtajemniczonych obserwatorów. Można ją uchwycić jedynie przy pomocy zachowań niestandardowych, używając dyktafonu schowanego w kieszeni bądź kamery staranie ukrytej na półce biurowego regału.

Patologia wtórna
Większość najbardziej bulwersujących afer w dziejach 20 lat polskiej transformacji została ujawniona za pomocą potajemnie zarejestrowanych rozmów prominentnych polityków bądź ludzi związanych z szeroko rozumianym biznesem. Kulisy – korupcyjnej propozycji Rywina wobec Michnika, politycznego przekupstwa zaoferowanego Renacie Beger przez wiceprezesa PiS, Adama Lipińskiego, pijackich zwierzeń jednego z liderów SLD, Józefa Oleksego, w stosunku do biznesowego oligarchy Aleksandra Gudzowatego, na temat nieczystych interesów lewicy, czy tak jak ostatnio, rozmowy dwóch działaczy związanych z PSL, Serafina z Łukasikiem, o nepotyzmie ludowców – poznaliśmy dzięki nielegalnie uzyskanym nagraniom. Za każdym razem korupcyjne afery lub polityczne skandale wyświetlano opinii publicznym dzięki „taśmom”. W sprawie hazardowej obowiązywały nawet rygory „grobowej tajemnicy” – politycy Platformy Obywatelskiej prowadzili pertraktacje na cmentarzu.
Na podstawie wszystkich tych doświadczeń można sformułować jedną, porażającą tezę. Jeżeli istotne elementy życia publicznego poznajemy jedynie przy zastosowaniu nielegalnych instrumentów inwigilacji, to oznacza, że spory obszar polskiej polityki mieści się poza granicami prawa, jest pogrążony w strefie tabu, że najważniejsze z punktu widzenia interesów politycznych bądź biznesowych sprawy załatwiane są za kulisami głównego nurtu życia publicznego, w sferze niedostępnej dla obywateli.
Narzędzia potajemnego podsłuchu albo ukrytego rejestru obrazu z definicji mogą być przydatne jedynie przy zapisywaniu wymiaru intymnego. W sytuacji, kiedy rzeczywistość jest przejrzysta stają się zupełnie bezużyteczne lub można ich używać w konwencji przedmiotów całkowicie oficjalnych, nieskrywanych przed uczestnikami politycznej gry. Wysoka częstotliwość stosowania metod ukrytej inwigilacji jest patologią, ale ma ona charakter wtórny wobec patologii życia publicznego. Jest funkcją zakulisowych form uprawiania polskiej polityki oraz dowodem na istnienie patologicznych sytuacji, których w inny sposób nie da się prześwietlić. Im większa skłonność do wykorzystywania przyrządów ukrytej inwigilacji, tym większe muszą być rozmiary patologii życia publicznego. Pomiędzy obydwoma patologicznymi zjawiskami występuje korelacja – pierwsze ma charakter pierwotny, a drugie wtórny. Pierwsze jest przyczyną, zaś drugie konsekwencją.

Niewidzialna kamera nie kłamie
Cały szkopuł tkwi w tym, że obraz zarejestrowany przy użyciu schowanego dyktafonu bądź ukrytej kamery jest prawdziwy. Prawdy o jakości polskiej polityki dowiadujemy się z potajemnie zarejestrowanych nagrań. Taśmy nieoficjalne mają wyższy walor prawdomówności niż oficjalne formy przekazu. Ludzie zachowują się naturalnie wtedy, kiedy posiadają domniemanie dyskrecji, kiedy do ich działań przypisane jest poczucie intymności. Niewierna żona zdradzi męża jedynie wówczas, gdy ma przeświadczenie, że działa w wymiarze niedostępnym dla wzroku obserwatora. Ukryte narzędzia inwigilacji weryfikują więc postawy naturalne. Obraz kamer ustawionych legalnie w telewizyjnym studiu jest zazwyczaj sztucznie wykreowany przez specjalistów od politycznego marketingu i pokazuje rzeczywistość przerysowaną albo nawet całkowicie fałszywą.
Jeżeli większość afer mających miejsce w Polsce została ujawniona nie przez uprawnione do tego organa, lecz przez działających na własną rękę prowokatorów, to oznacza, że instytucje państwa w zderzeniu z patologicznymi zjawiskami życia publicznego są bezskuteczne – działają zazwyczaj reaktywnie (po fakcie), a nie proaktywnie (przed faktem). Jednak w kontekście tej sytuacji nasuwa się również inny wniosek: prawdopodobnie sprawy rozgrywające się w sferze zakulisowej są mało uchwytne dla standardowych, zwyczajnych praktyk postępowania, organa ścigania działające w sposób rutynowy mogą być wobec nich bezradne, bo patologiczne zjawiska najlepiej demaskować przy zastosowaniu – nazwijmy to tak dla ułatwienia analizy – „patologicznych” metod pracy operacyjnej, czyli takich, które wychodzą poza przyjętą normę.
W tym miejscu spotykają się dwie sprzeczne rzeczywistości: z jednej strony, zagorzałych przeciwników policyjnej prowokacji, zakupu kontrolowanego i operacji specjalnych; z drugiej, osób ujawniających bulwersujące fakty za pomocą potajemnie uzyskanych „taśm”. Ilość sytuacji wyświetlanych przy użyciu czynników nieoficjalnych pokazuje rozmiary realnej patologii życia publicznego i niestety jest argumentem za rozszerzeniem zakresu poczynań operacyjnych. Taśmy stanowią ważną przesłankę za zwiększeniem poziomu reaktywności organów ścigania karnego. Jednak kategorycznie należy podkreślić, że tego rodzaju pragmatyka może być stosowana jedynie w zgodzie z zasadami państwa prawa i regułami liberalnej demokracji.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.