SWAG nie jedno ma imię

Ostatnie lata przyniosły ogromny wzrost zainteresowania inwestycjami w sztukę, wino, złoto i różnego rodzaju przedmioty kolekcjonerskie. Dla najważniejszych z nich ukuty został skrót SWAG (od angielskich słów srebro, wino, sztuka i złoto). Rosnąca popularność inwestycji w SWAG ma związek między innymi z ograniczeniem zaufania w stosunku do rynku papierów wartościowych.

Sam fakt, że możemy dzieło zabrać ze sobą do domu, znacznie podnosi atrakcyjność tej formy inwestowania. Nie dziwi więc, że klasa aktywów określanych jako tangible (z ang. dotykowe) przyciągnęła uwagę największych graczy rynkowych. Inwestowanie to przeznaczenie pewnej kwoty na konkretny cel, ze sprecyzowanym zamiarem osiągnięcia zysku. W kontekście sztuki inwestowanie nabiera innego sensu. Prawdziwy kolekcjoner kupuje dzieło, by je posiadać. Dzieło musi zatem nie tylko mieć perspektywę osiągnięcia zysku, lecz także cieszyć oko nabywcy. Kryzys jest idealnym okresem na poszukiwanie niestandardowych form inwestycji, a jedną z nich jest właśnie inwestowanie w sztukę. Spośród 30 największych transakcji w całej kilkusetletniej historii rynku sztuki, aż dziesięć miało miejsce w latach 2010–11, w tym sprzedaż najdroższego („Naga, zielone liście i popiersie” Pablo Picasso sprzedano za 106,5 mln dol.) i trzeciego najdroższego dzieła sztuki. W 2011 r. w londyńskim domu aukcyjnym Sotheby’s odbyła się również rekordowa aukcja: wylicytowano dzieła sztuki za łącznie 108 mln GBP. W pierwszej połowie 2011 r. dochody ze sprzedaży dzieł sztuki oszacowano na 6,3 mld dol.

Firmy rosną w siłę

Widać również wyraźny wzrost liczby firm i instytucji, które zajmują się obsługą podmiotów w tym zakresie. Coraz częściej są one na tyle duże, że wchodzą na giełdę. Branża posiada kilka indeksów. Choćby indeks Mei Moses All Art Index. Jest on punktem wyjścia większości analiz, zmierzających do porównania wyników inwestycji w sztukę z innymi klasami aktywów, głównie wiodącymi indeksami akcji. Bazując na notowaniach aukcyjnych, profesorowie amerykańscy Jianping Mei i Michael Moses, zebrali i opracowali bazę prawie 35 tys. dzieł sztuki, które wróciły na rynek, co pozwoliło ocenić, ile faktycznie zarobili lub stracili ich właściciele. Inwestycje zakończone w zeszłym roku przyniosły średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 6,7 proc. (vs. 6,8 proc. w przypadku S&P500). O ile w perspektywie całej zeszłej dekady indeks Mei Moses utrzymywał się na poziomie powyżej najważniejszych indeksów akcji, w 2012 r. sytuacja po raz pierwszy od dawna odwróciła się. Indeks sztuki stracił w ciągu 12 miesięcy 3,3 proc. Jednak już od początku tego roku można było zaobserwować pewne ożywienie. W domach aukcyjnych Sotheby’s i Christie’s w pierwszym kwartale sprzedano dzieła sztuki za blisko 2 mld dol. Najwyższe stopy zwrotu przyniosły obiekty licytowane podczas aukcji sztuki współczesnej (w jej przypadku wylicytowane prace przyniosły średnią roczną stopę zwrotu 9,8 proc.).

Polska sytuacja

Polski rynek sztuki uznawany jest przez specjalistów za niedoszacowany i z dużymi perspektywami na przyszłość. Jest młody, ma niewiele ponad 16 lat. Jego wielkość specjaliści szacują na około 50 mln dol. rocznie. Dzisiaj dużymi graczami są działające w Polsce zagraniczne firmy, które tworzą własne kolekcje. Jednak coraz więcej pojawia się kolekcjonerów prywatnych. Autorzy znad Wisły zyskują w oczach inwestorów i kolekcjonerów również zagranicznych. Ma na to wpływ coraz większa liczba wystaw zagranicznych polskich twórców. Choćby wystawa prac Mirosława Bałki w Hali Turbin w Tate Modern w Londynie czy przekrojowy pokaz polskiej sztuki podczas polskiego roku w Londynie, czy wystawa „Power of Fantasy” w Brukseli. Padły również rekordy prac polskich artystów na światowych aukcjach. W 2010 r. za „Tryptyk” Romana Opałki w Christie’s w Londynie zapłacono 900 tys. GBP, dwa lata wcześniej też w stolicy Wielkiej Brytanii za obraz Wilhelma Sasnala zapłacono 256 tys. GBP. Rekordem była cena „Tańca z szablami” Henryka Siemiradzkiego na aukcji w Sotheby’s w Nowym Jorku w 2011 r. Przekroczyła magiczną barierę 2 mln dol. Prace Siemiradzkiego są szczególnie cenione na rynku rosyjskich, jednak w Polsce obowiązuje zakaz ich wywozu.

brandt

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polskie rekordy

Najgłośniej jest jednak wokół sztuki współczesnej, a szczególnie spektakularnych wzrostów cen polskich dzieł. Niektóre kariery, tak jak w przypadku Sasnala, spowodowały, że ceny artysty mogą w ciągu kilku lat wzrosnąć nawet 800-krotnie. Inwestowanie w sztukę wymaga z pewnością wiedzy, wyczucia i odrobiny szczęścia. Lokowanie funduszy w sztukę jest inwestycją długoterminową. Kupujący nastawiony na szybkie i spektakularne zyski, może bardzo się rozczarować, a wszelkie obietnice łatwych pieniędzy należy traktować z dużą rezerwą. Jak przy każdej innej inwestycji, przy podejmowaniu decyzji trzeba zachować zdrowy rozsądek. Oszacowanie stopy zwrotu z inwestycji jest niezmiernie trudne. Jest ona zależna od wielu czynników, m.in. trafności wyboru w momencie dokonania zakupu obiektu w odniesieniu do sytuacji gospodarczej oraz mody. Myśląc o zakupie dzieł pod kątem inwestycji, najlepiej więc korzystać z rad specjalistów, którzy znają rynek i wiedzą, jakie obiekty mają szansę w ciągu najbliższych lat zyskać na wartości.

Inwestowanie w przedmioty kolekcjonerskie jest coraz częściej doceniane także przez banki. Kolekcje sztuki, ale także kolekcje szlachetnych trunków mogą być przedmiotem profesjonalnej wyceny, a także takich analiz pod kątem szacowania ryzyka, które przeprowadza się w przypadku innych klas aktywów. W ubiegłym miesiącu Bank Goldman Sachs udzielił kredytu pod zastaw kolekcji składającej się z 15 tys. butelek francuskiego wina. To kolejny krok ugruntowujący status inwestycji alternatywnych, takich jak dzieła sztuki czy kolekcjonerskie trunki, jako klasy aktywów, która posiada trwałą wartość. Kolekcję Cadera wyceniono na ponad milion dolarów. Wiarygodność inwestycyjna dzieł sztuki zwiększa się także dzięki instytucjonalizacji. Indeks sztuki Mei Moses All Art Index ma już wieloletnią historię i podobnie jak indeks wina Liv-ex 50 w ciągu ostatniej dekady utrzymuje się najczęściej powyżej najważniejszych indeksów akcji.

Autor jest prezesem firmy Stilnovisti SA

Avatar

Krzysztof Maruszewski

prezes Stilnovisti