Świat na podsłuchu

Niewielkie zmiany?

Spory między senackimi frakcjami groziły utratą podstawy prawnej dla innych działań przewidywanych przez Freedom Act: śledzenia „samotnych wilków”, czyli potencjalnych zamachowców działających na własną rękę oraz zakładania „wędrujących podsłuchów” osobom zmieniającym numery telefonów komórkowych. Lider republikańskiej większości w izbie wyższej parlamentu Mitch McConnell krytykował nowe rozwiązanie, uważając je za znaczące osłabienie wywiadu. Można się jednak zastanawiać, czy w sytuacji, gdy rozmowy nadal będą nagrywane, wymóg sądowej zgody na korzystanie z bilingów nie ma czysto formalnego charakteru.

Freedom Act nie przewiduje limitu okresu przechowywania wrażliwych danych osób, które okazały się nie mieć związków z terroryzmem. Największą wadą nowej ustawy, co przyznają nawet liczni Amerykanie, jest fakt, że dotyczy ona jedynie ingerencji w prywatność obywateli USA. Pochodzące z 2008 r. poprawki do uchwalonej trzydzieści lat wcześniej ustawy o zagranicznej inwigilacji wywiadowczej, znanej pod kryptonimem FISA, oraz regulujący prawa i obowiązki służb specjalnych rozkaz wykonawczy nr 12 333 z 1981 r., pozostają w mocy. Rozdział nr 702 FISA zezwala wywiadowi na inwigilację internautów, w którą według rewelacji Snowdena byli zaangażowani najwięksi cyfrowi potentaci. Najwcześniej, bo w 2007 r. współpracę z NSA rozpoczął Microsoft, najpóźniej – w 2012 r. – Apple.

Naprzeciw rzeczywistości

Przystosowanie rozwiązań prawnych do zmian w technikach komunikacyjnych stanowi wyzwanie także dla europejskich polityków. Władze Wielkiej Brytanii pracują obecnie nad ustawą o służbach śledczych (Investigatory Powers Bill), która zastąpi przestarzałe akty sprzed ery Internetu. Na jej mocy metadane użytkowników cyberprzestrzeni mają być dostępne przez okres roku, co jest pionierskim rozwiązaniem w skali światowej. Wcześniej firmy telekomunikacyjne nie miały obowiązku przechowywania historii rozmów, co było przeszkodą w wielu postępowaniach dotyczących przestępstw popełnionych online.

Nowe prawo ma także zezwalać na włamywanie się do komputerów podejrzanych osób oraz przechwytywanie i czytanie ich korespondencji, jednak jedynie za osobistą zgodą ministra spraw wewnętrznych. Policja będzie mogła zwracać się do firm informatycznych z żądaniem pomocy kryptograficznej w odczytywaniu szyfrowanych wiadomości. Kontrolować te wszystkie czynności ma specjalna komisja złożona z sędziów, zaś zgłaszane przez nich naruszenia prawa będzie rozpatrywał powołany w tym celu trybunał. Ustawa będzie zawierała definicję przestępstwa bezprawnego dostępu do danych internetowych.

Legalne czy nie?

15 marca 2006 r. Parlament i Rada Europejska przyjęły dyrektywę 2006/24/WE o retencji danych telekomunikacyjnych. Zezwalała ona na przechowywanie przez operatorów telekomunikacyjnych danych o połączeniach telefonicznych obywateli UE (m.in. bilingów, danych lokalizacyjnych), oraz korzystanie z nich przez sądy, organy ścigania i służby specjalne państw członkowskich. 8 kwietnia 2014 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że do osiągnięcia celu tego przepisu zostały wykorzystane nieadekwatne środki i go unieważnił. Po raz pierwszy w historii powodem takiej decyzji, była niezgodność regulacji prawnej z Kartą Praw Podstawowych.

Orzeczenie Trybunału nie zdelegalizowało automatycznie aktów ustawodawczych z tej dziedziny obowiązujących w krajach zachodniej Europy, co nie oznacza, że tamtejsze środowiska prawnicze przeszły nad nimi do porządku dziennego. Niemiecka ustawa retencyjna została uchwalona w 2008 r., jednak już po dwóch latach Sąd Konstytucyjny anulował ją jako łamiącą prawo obywateli do prywatności. Wyrok Trybunału ocalił RFN przed koniecznością zapłaty wysokiej kary finansowej, czego domagała się Komisja Europejska. W październiku 2015 r. Bundestag przegłosował zobowiązanie operatorów do archiwizowania danych klientów na okres dziesięciu tygodni, w tym SMS-ów, jeżeli nie da się ich oddzielić od numeru telefonu.

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN