Tradycyjne piwa a napoje piwopodobne

Poruszając się w temacie tradycyjnego warzenia piwa, warto na wstępie zadać sobie jedno zasadnicze pytanie: czy napój produkowany metodami wielkoprzemysłowymi można jeszcze nazwać piwem?
Według Wikipedii, pod pojęciem piwa rozumie się napój zawierający alkohol i dwutlenek węgla otrzymany w wyniku fermentacji alkoholowej wody, słodu i chmielu przy użyciu wyselekcjonowanych szczepów drożdży.
A jeśli napój zawiera dwutlenek węgla, ale produkowany w wytwórni gazów technicznych i dodawany sztucznie do napoju, a napój otrzymuje się nie w wyniku fermentacji słodu, lecz np. mączki kukurydzianej? A ponadto napój otrzymywany jest nie w wyniku fermentacji alkoholowej, lecz w wyniku rozpuszczania gotowych koncentratów? Czy taki napój można jeszcze nazwać piwem?

Aby sztuczne stało się prawdziwe
Oczywiście, że nie – chciałoby się rzec. Taki napój to najwyżej „kukurydzianka”, a nie piwo. Ale skoro europejska biurokracja stwierdziła, że krewetka to też ryba – to równie dobrze przełyka kukurydziankę jako piwo. Tym bardziej, że producenci kukurydzianki to gigantyczna, wielkoprzemysłowa machina wydająca miliony na reklamę, a producenci piwa to zaledwie pasjonaci. Wielkoprzemysłowe piwo składa się głównie z kukurydzy i reklamy. Reklama głównie służy temu, żeby przekonać widza, że sztuczne jest prawdziwe: te łany jęczmienia, ci rubaszni piwowarzy, ta natura jak z obrazka. Tradycyjne piwo składa się ze słodu, chmielu, drożdży i wody. I nie potrzeba tu żadnej reklamy, żeby to udowodnić, bo tak po prostu jest.

Byle jakie, ale tanie
Sztuczne piwo jest jedynie dostarczycielem gotówki dla jego producentów i handlowców. Nikt nie zastanawia się nawet przez chwilę, jak ono smakuje. Nigdy, powtarzam, nigdy kupiec z sieci handlowej nie był zainteresowany ani smakiem oferowanego produktu, ani jego składem. Próby podejmowania tych tematów kończą się zawsze tak samo: niech będzie z byle czego, byle było tanio.

Uporczywe podatki
Niestety, prawdziwe piwo nie może być tanie. Ponad połowa ceny piwa na półce to podatki: akcyza plus VAT. Z tej połówki, która zostaje, połowa to marża handlowa sieci. Zostaje ćwiartka dla producenta. Z tej ćwiartki połowa to koszt opakowania i transportu. Zostaje ok. 1/8 ceny na półce – i to jest mniej więcej to, czym zadowala się producent. Czyli biorąc pod uwagę średnią cenę za półlitrową butelkę w przedziale ok. 2,4 zł – 3,2 zł – dla producenta zostaje ok. 30–40 gr. Czy da się za tę cenę wyprodukować prawdziwe piwo? Odpowiedź jest oczywista: nie!

Smak to dusza piwa
Tradycyjnie warzone piwa kosztują głównie dlatego, że warzone są z naturalnych składników, które są drogie. Ponadto, najpierw fermentują przez ok. 7-10 dni, a później leżakują ponad miesiąc. Wszystko to w chłodzie, którego wytworzenie również kosztuje. Ale w zamian otrzymujemy piwo, a nie jego sztuczny surogat. Otrzymujemy trunek, którego smak wielu z nas pamięta z dawnych czasów. To właśnie niepowtarzalny smak jest jedynym powodem, dla którego tradycyjnie warzone piwa wracają na rynek. Smaku nie da się podrobić kosztowną reklamą. Smak to dusza piwa. To, że na rynek wraca smak jako główny atrybut tego, co spożywamy, to nie moda. To otrzeźwienie.

Autor jest prezesem zarządu Browaru Gontyniec / Browaru Czarnków.

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN