VW oszukał klientów. DA, DA, DA…

Ujawniona 18 września 2015 r. afera związana z instalowaniem niezgodnego z prawem USA oprogramowania w silnikach niektórych samochodów marki Volkswagen pogrzebała marzenia firmy o trwałym zajęciu pozycji lidera światowego rynku samochodowego. Odbija się to również mocno na kondycji całej niemieckiej branży produkcji aut, ogólnej reputacji gospodarki tego kraju, a także ukazuje hipokryzję lansowanej przez RFN na forum międzynarodowym polityki klimatycznej.

Jak informowaliśmy w poprzednim numerze „Gazety Finansowej”, koncern z Wolfsburga znalazł się na cenzurowanym amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) z racji wyposażenia około 500 tys. egzemplarzy niektórych modeli marek Volkswagen i Audi przeznaczonych do sprzedaży w USA w program komputerowy fałszujący wyniki kontroli emisji spalin. W rzeczywistości podejrzane pojazdy emitowały ich od 10 do 40 razy więcej, niż wykazywały testy i dopuszczały aktualne normy. Agencja zażądała wycofania wadliwych modeli z rynku. Mimo że organy niemieckiego rządu również wyraziły oburzenie nieuczciwymi praktykami kierownictwa firmy, jej władze na tamtym etapie skandalu miały jeszcze prawo wierzyć, że jego skutki odczuje jedynie jedna z krajowych filii.

Trudno jednak, aby tak się stało, skoro specjaliści oceniają, że sprzecznych z zasadami ekologii samochodów Volkswagena może być nawet 11 milionów. Jak na razie, 28 września sprzedaży wszystkich aut koncernu (także m.in. firmowanych przez marki Skoda i Seat) z silnikiem Diesla tymczasowo zakazała Szwajcaria, po której drogach prawdopodobnie jeździ 180 tys. trucicieli. W Polsce ewentualne wycofanie ich z eksploatacji pozostaje w gestii Transportowego Dozoru Technicznego. Jak dowiedzieliśmy się od jego rzecznika Artura Marciniszyna z pytaniem o typy pojazdów posiadających zainstalowane wadliwe systemy oraz wskazanie, w jakiej ilości pojazdy wyposażone we wspomniany wadliwy system sterowania, trafiły na rynek polski.

Giełda reaguje

Także inne kraje (m.in. Wielka Brytania) wszczęły śledztwo w celu wyjaśnienia spowodowanych przez Niemców zagrożeń dla środowiska. Do prowadzenia lokalnych dochodzeń wzywa Komisja Europejska. Skutki zamieszania szybko odczuła frankfurcka giełda papierów wartościowych. Podczas sesji 21 września wartość akcji VW spadła o 20 proc. Dla tej instytucji był to największy szok od 24 sierpnia, kiedy nad Men dotarły wieści o kryzysie w gospodarce Chin. Ucierpieli także inni producenci samochodów z silnikami wysokoprężnymi. Udziały Daimlera staniały o 7,02 proc., BMW – o 6,02 proc. Władze firmy podały w ubiegłym tygodniu, że przeznaczą 6,5 mld euro na pokrycie kosztów afery, jednak rzeczywiste straty finansowe koncernu wyniosły ok. 18 mld USD.

Jak można było się spodziewać, kompromitacja wymusiła zmiany personalne w zarządzie. Do dymisji podał się sprawujący przez ostatnie dziewięć lat funkcję dyrektora generalnego Martin Winterkorn. Zastąpił go dotychczasowy szef Porsche Matthias Mueller. Jego poprzednik utrzymuje, że niczego nie wiedział o niedozwolonych praktykach, jednocześnie w oficjalnym oświadczeniu biorąc na siebie odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Rola Winterkorna w koncernie wzrosła po kwietniowym odejściu jego prezesa Ferdinanda Piecha (prawnuka legendarnego konstruktora Ferdinanda Porsche), który w dużej mierze uczynił z Volkswagena światową potęgę biznesową. Władze VW zawiesiły też w obowiązkach osoby odpowiedzialne za prace badawczo-rozwojowe Audi i Porsche. Na razie zdementowano plotkę, że taki sam los spotka kierowników wszystkich marek.

Inni podejrzani

Spadek cen akcji BMW to pokłosie rewelacji niemieckiego pisma „Auto Bild”, które w czwartek poinformowało, że model X3 xDrive 20 d tego producenta emituje ponad jedenastokrotnie więcej tlenku azotu, niż przewidują europejskie normy. Przedstawiciele bawarskiego potentata z miejsca wytknęli dziennikarzom brak precyzji, poza powołaniem się na dane Międzynarodowej Rady ds. Czystego Transportu. „Grupa BMW nie manipuluje testami emisji. Stosujemy się do wymogów prawnych każdego państwa. Systemy wydechowe naszych pojazdów działają tak samo podczas tekstów i w zwykłej eksploatacji” – czytamy w komunikacie prasowym.

W ostatnich dniach oczy świata biznesu były zwrócone także na Boscha – producenta nielegalnego oprogramowania. Jak ujawnił „Bild”, powstało ono na zamówienie Volkswagena w 2007 r. Dowiedziawszy się, że wbrew wstępnej umowie, nie będzie ono służyć jedynie testom fabrycznym, informatycy próbowali ostrzec firmę z Wolfsburga przed możliwymi konsekwencjami prawnymi ryzykownej zagrywki. Z kolei według „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”, w 2011 r. podobne sygnały do zarządu dobiegały z działu technicznego samego VW.

Wymiar polityczny

Nieetyczne postępowanie Volkswagena dobitnie pokazuje hipokryzję podejścia przynajmniej niektórych Niemców do problematyki ekologicznej, co wiąże się z podważeniem legitymacji lansowanej przez ten kraj unijnej polityki klimatycznej. Jak pamiętamy, w październiku 2014 r. przy wybitnym udziale kanclerz Angeli Merkel, która m.in. poruszała ten temat podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Berlinie, kraje UE zawarły kompromis w kwestii dalszego ograniczenia emisji dwutlenku węgla (o 20 proc. do 2030 r.) przez europejską energetykę. Zakładał on czasowe ulgi dla niektórych energochłonnych gałęzi niemieckiego przemysłu, co krytykowały środowiska obrońców przyrody.

Ówczesne postanowienia spotkały się także z negatywną reakcją polskich partii opozycyjnych. Kandydat PiS na ministra energetyki Piotr Naimski zapowiedział, że w przypadku zwycięstwa jego partia będzie walczyć o zastosowanie klauzuli opt-out w kwestii pakietu klimatycznego oraz zabiegać o wsparcie innych formacji popierających dalsze wykorzystywanie węgla w celach energetycznych. Afera Volkswagena w połączeniu z relatywną porażką programu wdrażania OZE za Odrą (według danych Niemieckiego Stowarzyszenia Energetyki i Gospodarki Wodnej w 2014 r. zaspokajały one jedynie nieco ponad jedną czwartą potrzeb mieszkańców tego kraju), mogłaby skłonić Berlin do większej ustępliwości w sprawie odrębnego traktowania Polski.

Końca nie widać

Od dwóch tygodni codziennie do opinii publicznej docierają nowe miażdżące dla Volkswagena informacje. Wiadomo już, że „wada” dotknęła silniki 2,1 mln samochodów marki Audi, z czego 577 tys. zarejestrowano w Niemczech. Jak ujawnił rzecznik Jozef Balaż, problem dotyczy też 1,2 mln egzemplarzy Skody. Wciąż niewyjaśniona pozostaje sprawa ewentualnych odszkodowań dla oszukanych klientów. Zdaniem ekspertów, dochodzenie roszczeń w naszym kraju może być trudne, jeżeli od sprzedaży samochodu minęły dwa lata. Wciąż nie pojawiło się oficjalne oświadczenie Volkswagen Polska, czy za wypłacenie zadośćuczynienia będą odpowiadać dealerzy, czy sama firma

 

Prezes zarządu Volkswagen Samochody Osobowe dr Herbert Diess 22 września zapowiedział szybkie wyjaśnienie sprawy i ukaranie winnych, czy jednak po tylu latach zmowy milczenia można w to wierzyć? Najprawdopodobniej wiele niewiadomych ujawni dochodzenie wszczęte przeciw Winterkornowi przez prokuraturę w niemieckim Brunszwiku. Co znamienne, śledczy zajęli się sprawą po wpłynięciu kilkunastu skarg, Jak widać, koncern z Wolfsburga w walce o ochronę własnej reputacji nie będzie brał jeńców. Tym bardziej, że stawką w grze jest od wielu wieków praktycznie nieskazitelna reputacja całego niemieckiego przemysłu.

—————–

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN