W systemie jednomandatowym zwycięzca bierze wszystko!

W debacie publicznej funkcjonuje pogląd, jakoby wprowadzenie ordynacji jednomandatowej, a w ślad za tym jednomandatowych okręgów wyborczych, miało przyczynić się do naprawienia systemu politycznego i uzdrowienia obszaru całego życiu publicznego. Rozumowanie takie obarczone jest poważnym błędem. Gdyby w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych obowiązywała w Polsce ordynacja jednomandatowa, do sejmu weszłyby praktycznie tylko dwie partie. Orędownikom jednomandatowych okręgów wyborczych wydaje się, że ustanowienie tego systemu, radykalnie zwiększy w procesie głosowania znaczenie jakości kandydata (a więc pierwiastka personalnego) kosztem partyjnego szyldu. Są oni w błędzie! Nie jednomandatowość wyboru przesądza o podniesieniu wpływu czynników osobowych na ostateczne rezultaty wyborów, lecz wielkość okręgu. Kluczowym elementem jest rozległość obszaru, na którym toczy się polityczna rywalizacja. Nie istnieje prosta, automatyczna korelacja pomiędzy utworzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych, a wzrostem presji jakości kandydata na wyborcze decyzje. W wyborach jednomandatowych również dominuje globalny trend polityczny. Odbywają się one w kontekście ogólnokrajowej gry politycznej. Ale końcowy wpływ elementów politycznych może być jeszcze większy niż w przypadku ordynacji proporcjonalnej. Bonifikata zwycięzców, w przeliczeniu na uzyskane mandaty, jest niewspółmierna w stosunku do poziomu rzeczywistego poparcia. Nie dlatego, aby przeważyły walory osobowe poszczególnych kandydatów, lecz z powodu zwiększenia znaczenia politycznych preferencji. Jeżeli w okręgach wyborczych jest do rozdzielenia tylko po jednym mandacie, w przeważającej mierze staną się one „łupem” tych partii, które w skali kraju cieszą się największym poparciem. W praktyce ordynacja jednomandatowa wypacza proporcjonalność. W systemie jednomandatowym zwycięzca bierze wszystko.

Polityczny trend ma większe przełożenie
Polski system wyborczy jest niespójny. Cechuje się brakiem symetrii pomiędzy logiką rządzącą psychologicznym procesem głosowania (poszczególnymi aktami głosowania), a stosowanym algorytmem przeliczania poparcia na mandaty. W wyborach do Senatu formalnie obowiązuje ordynacja jednomandatowa. Z założenia powinna ona premiować walory osobowe poszczególnych kandydatów. Jednak wyborcy tylko pozornie głosują według kryterium personalnego, a więc w pierwszej kolejności na osobę, którą darzą największym zaufaniem. W rozumieniu nominalnym rola szyldu partyjnego została zmarginalizowana, ale w praktyce nadal odgrywa on dominujące znaczenie. Bo psychologicznie, w swych pojedynczych decyzjach, wyborcy głosują w oparciu o polityczną preferencję, czyli w pierwszej kolejności na konkretną partię. Tymczasem mandaty senatorów rozdzielane są w taki sposób, jakby głosy oddawane były na osobę, według logiki jednomandatowej. W konsekwencji mechanizm selekcji w wyborach do Senatu jest w jeszcze większym stopniu zdeterminowany politycznie niż ma to miejsce podczas rywalizacji o krzesła sejmowe. Dominujący w danym momencie ogólnokrajowy trend polityczny posiada silniejsze przełożenie na ostateczne wyniki wyborów, aniżeli w głosowaniu do Sejmu. Mimo że obowiązuje ordynacja jednomandatowa, kluczową rolę odgrywają sympatie polityczne.

Wyborcze paradoksy
Niepodważalnie potwierdzają to wyniki ostatnich wyborów. Platforma Obywatelska uzyskała w skali kraju 39,18 proc. społecznego poparciai dało jej to aż 63 proc. miejsc w Senacie (czyli prawie jeszcze raz tyle niż wynikałoby z proporcjonalnego klucza politycznego); Prawo i Sprawiedliwość otrzymało globalnie 29,89 proc., a zdobyło 31 proc. mandatów senatorskich; Polskie Stronnictwo Ludowe zaskarbiło sobie zaufanie 8,36 proc. wyborców; tymczasem wprowadziło do Senatu jedynie dwóch senatorów. W tym przypadku system jednomandatowy podniósł znaczenie nie elementu jakości kandydata, lecz politycznego trendu. Jednak najbardziej niespójność polskiego systemu wyborczego widać w wyborach do rad powiatów. Dotychczas przy wyłanianiu przedstawicieli organów uchwałodawczych samorządu drugiego szczebla obowiązywała ordynacja proporcjonalna. Głosowanie odbywało się na listy partyjne w małych okręgach wyborczych, obejmujących najczęściej jedną lub dwie gminy. Nominalnie wyborcy głosowali w pierwszej kolejności na partię, ale już psychologicznie – na konkretnego kandydata. Czynnik partyjnego szyldu, przy podejmowaniu poszczególnych decyzji wyborczych, odgrywał marginalne znaczenie. W małych ośrodkach ludzie się dobrze znają, istnieje niski poziom anonimowości kampanii wyborczej, kandydaci dysponują wysokim stopniem identyfikalności, są rozpoznawalni. Naturalną siłą rzeczy wyborcy głosują więc w pierwszej kolejności na jakość kandydata. To jest element przesądzający. Jednak mandaty rozdzielane były w taki sposób, jak gdyby popierali poszczególne ugrupowania polityczne. W rezultacie dochodziło do rozmaitych anomalii. Jeden kandydat otrzymywał pół tysiąca głosów i nie wchodził do rady powiatu; inny pięć razy mniej i zdobywał mandat.

Wybory nie odbywają się w próżni
Przykłady wyborów do Senatu oraz do rad powiatowych obalają funkcjonujący w opinii publicznej mit, że jednomandatowe okręgi wyborcze w jakiś szczególny sposób uwypuklają znaczenie walorów personalnych kandydata przy podejmowaniu wyborczych decyzji. Jednocześnie pokazują, że w wymiarze psychologii głosowania paradoksalnie z jednej strony możliwe jest głosowanie na osobę w warunkach ordynacji proporcjonalnej; a z drugiej na partyjny szyld pod rządami ordynacji jednomandatowej. To bowiem nie aspekt formalny (sfera prawa wyborczego) determinuje w największym stopniu zachowania wyborców. Prowadząc rozważania nad systemem wyborczym należy wyróżnić cztery podstawowe elementy: po pierwsze – wymiar psychologiczny, logikę rządzącą decyzjami wyborców, psychologię głosowania; po drugie – wymiar formalny, zasady i procedury obowiązujące podczas wyborów; po trzecie – wymiar strukturalny, geografię wyborczą; po czwarte – charakter partii politycznych, specyfikę i poziom świadomości ich elektoratów. Trzeba też odpowiedzieć sobie na pytanie, który z czynników dla kształtowania charakteru głosowania jest pierwotny, a który wtórny; który pełni rolę kluczową, zaś który drugorzędną? Wyborczy proces nie odbywa się w próżni. Zachodzi zawsze w ramach jakiegoś geograficznie namacalnego obszaru oraz definiowalnych procedur prawnych.

Partyjny szyld jest kompasem
Ale decydujące znaczenie posiada aspekt strukturalny, czynnik wyborczej przestrzeni, obszaru, na jakim odbywa się polityczna rywalizacja. Gdy mamy do czynienia z dużymi okręgami wyborczymi, wówczas wyborczy proces rozgrywa się w warunkach wysokiego poziomu anonimowości, niskiego stopnia identyfikowalności kandydatów, małej rozpoznawalności. W takiej sytuacji, z powodu braku w percepcji społecznej wyraźnych preferencji personalnych, słabej obecności w warstwie świadomościowej kryterium jakości kandydata, niemożliwości dokonania miarodajnych porównań osobowych – wyborcy (nawet w formule ordynacji jednomandatowej) będą się orientowali na szyld partyjny. Kiedy wyborca jest pogrążony w chaosie niewiele mu mówiących nazwisk, wówczas jedynym „kompasem”, za którego wskazaniami może iść, jest tożsamość danego urgupowania. Z kolei małe okręgi wyborcze sprzyjają czynnikowi niskiej anonimowości kandydatów, zwiększają ich rozpoznawalność i wtedy naturalną siłą rzeczy rośnie znaczenie kryteriów personalnych, elementu jakości kandydata przy podejmowaniu decyzji wyborczych, w psychologicznym akcie głosowania. Oczywiście wiele zależy od rodzaju wyborów. Inaczej w procesie wyborczym będą wyglądały relacje pomiędzy aspektem politycznym a personalnym w wyborach prezydenckich, inaczej w parlamentarnych, a jeszcze inaczej w samorządowych, które już z definicji powinny być zorientowane na wymiar osobowy. Jednak generalnie można postawić tezę, zgodnie z którą wzrost identyfikowalności kandydatów będzie pociągał za sobą zwiększenie roli walorów personalnych w akcie głosowania, niezależnie od obowiązującej ordynacji oraz sposobu podziału mandatów. Ale w tym kontekście istotny jest również charakter partii politycznej. Ugrupowania charyzmatyczne, wodzowskie, cechują się zazwyczaj niskim poziomem personalnej identyfikowalności – powszechnie rozpoznawalny jest jedynie przywódca i nikt więcej. Natomiast w partiach demokratycznych, pluralistycznych, istnieje szerszy wachlarz znanych liderów.

Pożądana jest symetria
W optymalnym systemie wyborczym powinna zachodzić korelacja pomiędzy psychologicznym procesem głosowania a sposobem podziału mandatów. Jeżeli wyborcy głosują w pierwszej kolejności według kryterium jakości kandydata, to również algorytm rozdzielania mandatów musi w pierwszej kolejności uwzględniać czynnik poparcia wyborczego, uzyskanego przez konkretne osoby. Jeżeli zaś wyborcy kierują się głownie preferencjami politycznymi, to wówczas przy podziale mandatów należy dać prymat partiom politycznym. System wyborczy, w tym przede wszystkim sposób przeliczania głosów na mandaty, powinien być dopasowany do logiki rządzącej psychologią głosowania. Powinien być spójny. Brak symetrii pomiędzy wymiarem psychologicznym a formalnym czy strukturalnym może prowadzić do precedensowych sytuacji, że wyborczy proces będzie przebiegał inaczej niżby wynikało z logiki systemu wyborczego. Na przykład w wyborach do Senatu obowiązuje ordynacja jednomandatowa, zaś wyborcy głosują przede wszystkim w oparciu o kryteria polityczne; w wyborach do rad powiatowych ustanowiono system proporcjonalny, tymczasem na plan pierwszy zdecydowanie (szczególnie w mniejszych ośrodkach) wysuwa się element jakości kandydata. Tego typu dysfunkcje systemowe mogą prowadzić do rażącego wypaczenia intencji wyborców.

JOW-y sprzyjają notablom i korupcji
Wprowadzenie jednomandatowej ordynacji wyborczej nie stanowi skutecznego antidotum na patologie występujące w polskiej przestrzeni publicznej, nie musi też wcale odświeżyć polskiego życia politycznego. Mimo niewątpliwych zalet, jest to również pomysł dalece kontrowersyjny. Stworzenie jednomandatowych okręgów wyborczych na poziomie dotychczasowych struktur, w warunkach rozległych przestrzeni politycznej rywalizacji, jeszcze bardziej (co pokazały ostatnie wybory do Senatu) zwiększy wpływ ogólnokrajowego trendu politycznego na ostateczne wyniki wyborów. Ale z drugiej strony zbyt głębokie przesunięcie ich na poziom lokalny, może zwiększyć rolę działających na dole rozmaitych sieci klientelistycznych, środowisk lobbingowych, układów polityczno-biznesowych, czy – mówiąc wprost – powiązań przestępczych. Poza tym doświadczenia wyborów samorządowych pokazują, że małe okręgi wyborcze, gdzie kluczową rolę odgrywają miejscowe społeczności lokalne, są bardziej podatne na wyborczą korupcję. W systemie proporcjonalnym dominują centralni, partyjni liderzy, zaś po wprowadzeniu okręgów jednomandatowych wzrośnie znaczenie różnego rodzaju lokalnych notabli, którzy mogą zacząć dyktować warunki politycznej gry. Skądinąd jeżeli jedynym celem ustanowienia jednomandatowej ordynacji wyborczej ma być uwypuklenie czynnika personalnego przy podejmowaniu decyzji wyborczych, zwiększenie roli jakości kandydata w sferze psychologii głosowania, to przecież prawie ten sam efekt można osiągnąć poprzez zmniejszenie okręgów wyborczych, istniejących w ramach obecnej ordynacji proporcjonalnej.

Paralelność struktur
System wyborczy musi być logicznie wpisany w cały system polityczny kraju. Powinny być to systemy spójne. Symetria jest pożądana zarówno pomiędzy wymiarem psychologii głosowania i procedurami przeliczania głosów na mandaty, ale również pomiędzy strukturami wyborczymi oraz administracyjnymi. Istniejący obecnie w Polsce system wyborczy nie pasuje do podziału administracyjnego kraju, pomijając już fakt, że przede wszystkim z przyczyn strukturalnych obydwa są beznadziejnie złe. Aktualne okręgi wyborcze najczęściej nie odpowiadają ani obszarom województw, ani tym bardziej powiatów, łącząc ze sobą czasami całkowicie obce środowiska lokalne czy społeczno-kulturowe. Na przykład, co mają ze sobą wspólnego połączone w jeden okręg wyborczy powiaty turecki, kolski czy koniński z gnieźnieńskim, śremskim czy wrzesińskim? Parlamentarzysta z Gniezna nigdy nie będzie w stanie dobrze reprezentować interesów wyborców z Konina, Koła czy Turka i na odwrót. Przy obecnym podziale administracyjnym kraju trudno będzie stworzyć optymalny i dobrze działający system wyborczy. Jednak utworzenie ośmiu, góra dziesięciu województw-regionów, modyfikacja struktury powiatowej, czyli przeniesienie powiatów na poziom starych ośrodków wojewódzkich i w ślad za tym dopasowanie okręgów wyborczych do podziału terytorialnego kraju (a więc w praktyce ich racjonalizacja), mogłoby dać szansę na stworzenie spójnego systemu wyborczego. W Polsce można zastanowić się nad wprowadzeniem ordynacji mieszanej do Sejmu, w ramach której, na przykład na poziomie województw, odbywałyby się wybory proporcjonalne, a na obszarze powiatów (po radykalnej redukcji ich liczby) większościowe. W takiej formule wyborczej zachowane zostałyby oczekiwania wynikające z konieczności przełożenia na wyborczy wynik istniejącego w danym momencie trendu politycznego, jak i dowartościowania czynnika jakości kandydatów.

Niewłaściwa opozycja poznawcza
W dyskursie publicznym często ustanawia się opozycję pomiędzy ordynacją proporcjonalną a wyborami jednomandatowymi. W istocie zaś porówanie takie jest nieadekwatne i merytorycznie wadliwe, gdyż dokonuje się go na różnych poziomach ogólności. Opozycją do ordynacji proporcjonalnej może być ordynacji większościowa. W pierwszym przypadku wiodącą rolę odgrywają preferencje polityczne, popularność danej partii, natomiast w drugim kryterium jakości kandydatów. Tymczasem wybory jednomandatowe są tylko jednym z wielu wariantów ordynacji większościowej. Efekt zwiększenia znaczenia walorów osobowych kandydatów w procesie głosowania można osiągnąć również w okręgach więcej niż jednomandatowych, pod warunkiem, że będzie obowiązywał większościowy sposób liczenia głosów, w ramach którego mandaty zostaną przydzielone tym kandydatom, którzy kolejno uzyskali największą ilość głosów. Uwypuklenie aspektu osobowego może nastąpić również w formule systemu proporcjonalnego, poprzez zawężenie przestrzeni okręgów wyborczych.