W ten sposób UE się nie zbuduje

Jaka ma być Europa? Jest to pytanie, które obecnie zadaje sobie wielu politologów, filozofów, socjologów. Jedni opowiadają się za zachowaniem dotychczasowej formuły luźnej integracji z utrzymaniem struktury państw narodowych, inni za powołaniem jednolitego państwa. Kto ma rację?
Osobiście jestem pełen obaw o przyszłość Europy. Wprawdzie ostatni fakt podpisania paktu fiskalnego może napawać pewnym optymizmem, ale tylko w wymiarze ekonomicznym. Tymczasem Unia Europejska jest projektem wielowarstwowym, bardziej nawet politycznym niż gospodarczym. W wymiarze politycznym widać zaś wyraźny impas. Brakuje zdecydowania się na jakiś wariant funkcjonowania Europy. Albo decydujemy się na integrację i gdy powiedzieliśmy A, mówimy również B: wybieramy wspólnego prezydenta dla całej Unii Europejskiej, tworzymy wspólny rząd, powołujemy wspólne centralne instytucje wyposażone w realne instrumenty rządzenia, dążymy do ukształtowania przestrzeni wspólnej opinii publicznej; albo wybieramy opcję status quo ante, czyli stan przed utworzeniem Unii Europejskiej. Trzeba się na coś zdecydować. W Europie wciąż nie ma polityka, którego można by określić mianem przywódcy całej Unii, nie istnieje wspólny rząd. Prezydent Stanów Zjednoczonych wciąż nie zna numeru telefonu, na który mógłby zadzwonić do najważniejszej osoby w Europie. A to jest sprawa podstawowa. Wszystkie analogie, przywoływane często przez rozmaitych publicystów, o budowaniu „Stanów Zjednoczonych Europy” nie mają najmniejszego sensu. Obecnie Unia Europejska jest dokładnym zaprzeczeniem modelu integracji, na jaki postawiono za oceanem. Różnic jest wiele, ale kluczowe przebiegają w dwóch punktach. W Ameryce postawiono na wspólne instytucje federalne, wybierane w powszechnych wyborach. Prezydenta wybiera kolegium elektorów, wyłonione przez ogół amerykańskiego społeczeństwa, podobnie Kongres czy Senat wybierane są w powszechnych wyborach. Dokonano precyzyjnego rozdzielenia kompetencji lokalnych, samorządowych od centralnych czy federalnych – obok policji stanowej bardzo skuteczne w ściganiu przestępczości działa FBI. Druga rzecz dotyczy czynnika demograficzno-imigracyjnego. Stany Zjednoczone zostały zbudowane przez ludność napływową, mówiąc ściślej – potomków imigrantów z Europy; tymczasem wspólne państwo europejskie miałoby zostać wznoszone przez tubylców. Ten kontekst demograficzny jest bardzo ważny. Łatwiej jest bowiem zrezygnować z tradycyjnej tożsamości etnicznej na rzeczy nowej (nabytej i wspólnotowej) na obcej ziemi i w którymś z kolei pokoleniu, niż na swoim rodzinnym terytorium oraz w aktualnym dla integracji szeregu genologicznym.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”.