Waluty mierzone kanapką

We wrześniu 1986 r. prestiżowy magazyn „The Economist” po raz pierwszy podzielił się z czytelnikami swoim autorskim wynalazkiem – wskaźnikiem Big Maca. Porównując ceny popularnej kanapki z sieci McDonald’s w różnych krajach świata, dziennikarze od prawie 30 lat starają się wysnuć wnioski na temat parytetu siły nabywczej poszczególnych walut. Pod koniec stycznia ukazała się kolejna edycja rankingu.

Obliczanie parytetu siły nabywczej (po ang. Purchasing Power Parity – PPP) służy porównywaniu Produktu Krajowego Brutto poszczególnych krajów. Aby go zmierzyć, konieczne jest ustalenie różnic w cenach tych samych produktów wyrażanych w różnych walutach.

Metodologiczne niuanse

Teoria zakłada, że z czasem sumy pieniędzy, jakie płaci się za dany towar na poszczególnych rynkach, będą coraz bardziej zbliżone. Zazwyczaj, aby otrzymać jak najpełniejsze szacunki PPP, bierze się pod uwagę koszyk różnych dóbr i usług. Redakcja „The Economist” uznała jednak, że skoro hamburgery są obecne w większości krajów świata, sporządza się je według standardowych przepisów i nie są obiektem handlu międzynarodowego, mogą służyć przynajmniej jako temat poglądowej lekcji na temat badań PPP.

Dla przykładu w styczniu 2015 r. jeden Big Mac kosztował w Stanach Zjednoczonych 4,79 dol., a w Wielkiej Brytanii 2,89 funta (4,37 dol.). W tym samym czasie za dolara można było otrzymać 66 pensów. Po podzieleniu lokalnej ceny przez amerykańską otrzymujemy wartość 0,60 – więc funt był przeceniony w stosunku do dolara o 8,8 proc. Na stronie internetowej „The Economist” można w taki sposób ocenić siłę kilkudziesięciu walut świata w stosunku do dolara i funta szterlinga, a także jena, juana i euro. Ogółem hamburgery obecnie najdroższe są w Szwajcarii (7,54 dol. za sztukę), a najtańsze na Ukrainie (1,2 dol.). Wcześniej niechlubnym liderem była Islandia, jednak wysokie koszty hodowli krów spowodowały zamknięcie sieci McDonald’s na tej wyspie.

W odpowiedzi na krytykę

Redakcja traktowała indeks Big Maca jedynie jako narzędzie objaśniające laikom podstawy teorii kursów walutowych, jednak wielu ekonomistów uznało go za przydatne narzędzie w pracy naukowej. Do tej pory poświęcono mu ponad 20 publikacji. W dyskursie badawczym zaczął się wręcz pojawiać termin „burgeronomika”. Argentyna traktowała ranking tak poważnie, że w 2012 r. próbowała manipulować cenami kanapek, aby lepiej w nim wypaść. Krytycy zarzucają pomysłodawcom wskaźnika, że nie uwzględnia on różnic w kosztach siły roboczej, które przesądzają o niższych cenach hamburgerów w uboższych krajach. Z tego powodu statystyki mówią więcej o długofalowych trendach kursowych niż o aktualnej sytuacji na rynkach walutowych.

Na ceny fast foodu wpływa również jego popularność wśród emigrantów, obowiązujące w danym kraju stawki podatkowe, konieczność rywalizacji z innymi działami gastronomii, opłaty celne za wykorzystywane w restauracjach składniki. Czynniki te wypaczają np. pozycję Rosji w indeksie Big Maca. Kanapka ta jest wyjątkowo tania w Moskwie, która jest przecież jednym z najdroższych miast dla zagranicznych turystów. W niektórych krajach, np. w Indiach, posiłek w McDonaldzie wydaje się na tyle kosztowny, że popyt na tego typu usługi jest mniejszy niż zapotrzebowanie na miejscową kuchnię. Aby szacunki były bardziej realne, „The Economist” oprócz „surowego” wskaźnika zaczął podawać również dane uwzględniające wartość PKB (na osobę) badanych krajów. Pod tym względem np. funt jest już przeceniony w stosunku do dolara tylko o 3,1 proc.

Niedoszacowany złoty

Po uwzględnieniu PKB okazuje się, że najbardziej przecenione w stosunku do dolara są: brazylijski real (o 68,5 proc.), filipińskie peso (33,4 proc.) i turecka lira (29 proc.). Na czwartym miejscu tej klasyfikacji plasuje się frank szwajcarski. Wśród niedoszacowanych przodują: rubel (57,8 proc.), dolar Hongkongu (42 proc.) i malezyjski ringgit (31,1 proc.). Po tej stronie równania znajduje się również polska waluta. W styczniu Big Mac kosztował 9 zł 20 groszy (2,48 dol.), a dolar 3 zł 71 groszy. Złoty był więc niedoszacowany o 48 proc., a po wzięciu pod uwagę PKB – o 22 proc.

O czym to świadczy? Słaby złoty zwiększa popyt na polskie produkty za granicą, sprzyja więc tworzeniu miejsc pracy w firmach skoncentrowanych na eksporcie (odrębną kwestię stanowi, ile z nich to preferencyjnie traktowane oddziały zachodnich korporacji), jednocześnie podwyższa ceny importowanych towarów. W dużej mierze pochodną niskiej wartości naszej waluty są problemy w spłacie kredytów pobranych we frankach szwajcarskich. Wbrew asekuracyjnej polityce Rady Polityki Pieniężnej ostatnia odsłona indeksu Big Maca nie przynosi więc Polsce powodów do radości. Według „The Economist” złoty jest także niedowartościowany w stosunku do juana (17,8 proc.), funta (24,4 proc.) i euro (23,1 proc.).

Ironia losu

Wskaźnik Big Maca okazał się na tyle inspirujący, że doczekał się kilku wariacji na swój temat. W styczniu 2004 r. „The Economist” przedstawił „indeks latte”, w którym zamiast hamburgera miernikiem PPP była kawa z sieci Starbucks. Trzy lata później australijski bank Commonwealth Securities, wychodząc z założenia, że ceny produkowanego w jednym zakładzie gadżetu powinny podobnie kształtować się w różnych krajach, opracował „indeks iPoda”. Rozwiązanie to okazało się jednak niepraktyczne, ponieważ nie uwzględniało kosztów transportu. Z kolei serwis Bloomberg porównywał ceny wytwarzanych przez Ikeę półek na książki Billy.

Jak na ironię publikacja kolejnej edycji raportu zbiegła się z odejściem Dona Thompsona z funkcji prezesa McDonald’s. Sięgający ćwierćwiecza staż pracy w korporacji nie uchronił go przed odwołaniem w związku ze słabymi wynikami finansowymi, podobnie jak fakt, że był jednym z pierwszych czarnoskórych szefów firm notowanych na nowojorskiej giełdzie. W ostatnim kwartale 2014 r. zyski spółki spadły o 21 proc., a obroty o 7 proc. Trend ten utrzymuje się już od trzech lat, a wynika on między innymi z wykrycia zepsutego mięsa w chińskich placówkach, co znacząco nadszarpnęło reputację koncernu w Azji. Jak widać, przynajmniej na niektórych rynkach, McDonald’s już w większym stopniu jest symbolem kapitalizmu niż realnym wyborem konsumentów.

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN