Ziobro: „Lepper podejmował próby skontaktowania się ze mną”

Zbigniew Ziobro potwierdził informacje, do których dotarła „Gazeta Finansowa”, zgodnie z którymi Andrzej Lepper podejmował próby skontaktowania się z nim w celu ujawnienia źródła przecieku o operacji CBA w tak zwanej aferze gruntowej.Roman Mańka – O sprawie pisaliśmy kilka tygodni temu („Gazeta Finansowa” nr 13,  30 marca – 5 kwietnia 2012 r.). Z informacji do których dotarliśmy, wynikało, że Andrzej Lepper kontaktował się z prokuratorami oraz Zbigniewem Ziobrą, zaś jego zamiarem było ujawnienie przed organami ścigania karnego kulisów dotyczących przekazania osobom nieupoważnionym tajnych informacji na temat operacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Nasi informatorzy mówili prawdę. Dziś możemy stwierdzić już ze stuprocentową pewnością: Lepper faktycznie chciał odkryć tajemnice przecieku dokonanego w 2007 r.

Duch Święty zadziałał drugi raz
„(…)Nie będę zaprzeczał faktom, że rzeczywiście Andrzej Lepper podejmował próby skontaktowania się ze mną, w celu przekazania informacji o faktycznym przebiegu afery gruntowej, a przede wszystkim ujawnienia, od kogo otrzymał wiedzę w sprawie operacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa” – powiedział Zbigniew Ziobro w wywiadzie dla „Gościa specjalnego Gazety Finansowej” (całość wywiadu na stronach 8-11). To rzuca nowe światło na wątek przecieku dokonanego w ramach tzw. afery gruntowej, a być może również na tajemniczą śmierć Andrzeja Leppera. Lider Samoobrony nosił się z zamiarem podjęcia współpracy z organami ścigania karnego i złożenia zeznań dotyczących osób, które przekazały mu tajne informacje o operacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa.

Ostatecznie do spotkania ze Zbigniewem Ziobrą nigdy nie doszło. Ziobro nie chciał po raz drugi zaufać Lepperowi. Zadecydowała o tym sytuacja, która miała miejsce kilka lat wcześniej. W roku 2007, na krótko przed wybuchem afery gruntowej, Lepper miał rzekomo „namolnie” zabiegać o spotkanie z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Do rozmowy doszło. Później, gdy już ujawniono kulisy afery gruntowej i wyszło na jaw, że ktoś, mówiąc kolokwialnie, sprzedał Lepperowi „cynę”, lider Samoobrony wskazał na Ziobrę, jako na rzekome źródło przecieku. Wtedy właśnie Ziobro sięgnął po słynny „gwóźdź do politycznej trumny” Andrzeja Leppera. Okazało się, że zarejestrował przebieg całej rozmowy z Lepperem i przekazał do publicznej wiadomości. Nagranie nie potwierdziło, aby przecieku dokonał Ziobro. Dziś lider Solidarnej Polski twierdzi, że oświecił go Duch Święty. „ – Na szczęście Duch Święty mnie wtedy oświecił, co spowodowało, że nie popełniłem błędu i zabezpieczyłem dowód na rzecz swojej uczciwości”.

Nieoficjalne kontakty z prokuratorami
Wcześniejsze doświadczenia miały spowodować, że do drugiego spotkania Leppera z Ziobrą już nigdy nie doszło. Tak przynajmniej twierdzi były minister sprawiedliwości, a obecnie lider Solidarnej Polski. Ale poza wszelkimi wątpliwościami jest fakt, że Lepper podejmował próby skontaktowania się z Ziobro, w celu ujawnienia źródła przecieku i zdradzenia nazwisk osób, które go dokonały. To potwierdza sam Ziobro. Według naszych informacji, a są one w stu procentach pewne i pochodzą z wiarygodnego źródła, Lepper kontaktował się również z prokuratorami i oferował możliwość współpracy w zakresie przekazania informacji, kto „spalił” skrzętnie przygotowywaną, tajną operację specjalną CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Sprawy zaszły tak daleko, że jeden z prokuratorów sporządził nawet nieformalnie, poza procesowymi czynnościami prokuratury, analizę prawną co do możliwości wykorzystania zeznań Leppera, w celu wznowienia śledztwa w aferze przeciekowej. Zarówno te działania, jak i spotkania z prokuratorami miały jednak charakter nieoficjalny. Lepper najprawdopodobniej się wahał, sondował własną sytuację prawną, uzależniał ewentualność podjęcia współpracy z organami ścigania karnego od zupełnie innego, nie wiązanego ze sprawą przeciekową postępowania.

Klamka zapadła
Wszystko rozbijało się o skomplikowane procedury prawne. Lepper chciał podjąć współpracę z prokuraturą na zasadzie „coś za coś”. Jednak prokuratorzy, nawet gdyby chcieli, nie byliby w stanie zaspokoić jego oczekiwań. Po prostu takiej możliwości nie stwarzała procedura karna. Jakie motywy determinowały działania Leppera?

Klucz do rozwikłania tej zagadki leży w zupełnie innym miejscu, w aktach Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. W życiu czasami tak się zdarza, że sprawy, których nic ze sobą nie łączy, mają ze sobą jednak jakiś związek… 11 lutego 2010 r. Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Andrzeja Leppera na dwa lata i trzy miesiące pozbawienia wolności za żądanie i przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym od Anety Krawczyk oraz próbę doprowadzenia do obcowania płciowego z Agnieszką Kowal. Wyrok był nieprawomocny. Andrzej Lepper znalazł się pod przysłowiową ścianą, groziła mu perspektywa trafienia za kratki. Jedyną szansą na wyjście z opresji było podjęcie współpracy z organami ścigania karnego i skorzystanie z dyspozycji artykuł 60 §4 Kodeksu karnego o nadzwyczajnym złagodzeniu kary. W Polsce oskarżeni posiadają możliwość skorzystania z tej formuły prawnej nawet wówczas, kiedy współpraca z prokuraturą dotyczy zupełnie innej sprawy niż ta, w której zostali oskarżeni. Jednak w przypadku Leppera było już na to za późno. Teoretycznie mógł on wyjawić śledczym ważne informacje na temat przecieku dokonanego w ramach afery gruntowej i przez to liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary w sprawie o seksaferę, ale w praktyce czas już minął. Tego typu transakcje z prokuratorami są możliwe na etapie postępowania przygotowawczego i śledztwa do momentu, kiedy czynności procesowe nie przeniosą się do sądu. W tym przypadku klamka zapadła. Seksafera była już poza pierwszą instancją. Dopiero po wydaniu wyroku pierwszoinstancyjnego, Lepperowi strach zajrzał w oczy. Było
już za późno.

K. to Kaczmarek
Prokuratorzy nie potrafili pomóc Andrzejowi Lepperowi i wyraźnie go uświadomili, że nie posiada możliwości skorzystania z nadzwyczajnego złagodzenia kary. Jednak podczas nieoficjalnych spotkań z prokuratorami, w drugiej połowie 2010 r., Lepper miał rzekomo ujawnić domniemane źródło przecieku. Według naszego informatora, o całej sprawie wiedział Zbigniew Ziobro. Ten zaś potwierdził, że Lepper podejmował próby skontaktowania się z nim, w celu przekazania informacji na temat osoby, która zdradziła tajemnice o operacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa w lipcu 2007 r. Nazwisko wysokiego urzędnika w rządzie PiS Lepper wymienił również podczas rozmowy z redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”, Tomaszem Sakiewiczem: „To poszło od K”. (dane osobowe redakcja „Gazety Polskiej” wykropkowała). To samo nazwisko Lepper przedstawił w nieoficjalnych rozmowach z prokuratorami. Nie ma cienia wątpliwości, że jako rzekome źródło przecieku Lepper wskazał byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusza Kaczmarka.

Ludzie Ziobry
Dlaczego Lepperowi tak bardzo zależało na spotkaniu ze Zbigniewem Ziobrą, skoro nie był on już ministrem sprawiedliwości, zaś PiS nie posiadał władzy? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: w strukturach prokuratury pozostało jeszcze wiele osób związanych ze Zbigniewem Ziobrą. Prokurator generalny Andrzej Seremet przyjął koncyliacyjną formułę zarządzania prokuraturą, uważając, że należy zastosować politykę „grubej kreski” i równoważyć wpływy rozmaitych środowisk. W ten sposób w ramach Prokuratury Generalnej działało (i nadal działa) wielu ludzi Zbigniewa Ziobry. Tak przynajmniej twierdzi nasz informator zbliżony do naczelnych organów prokuratury. Lepper liczył, że ludzie Ziobry mu pomogą. Jednak przeliczył się. Prokuratorzy nie mogli pomóc Lepperowi z uwagi na procedurę prawną. Na współpracę z organami ścigania karnego było już za późno, sprawa seksafery znalazła się na etapie rozpoznania sądowego i nie można było zastosować przepisów dotyczących nadzwyczajnego złagodzenia kary. Zaś Zbigniew Ziobro nie chciał po raz drugi podejmować ryzyka, polegającego na spotkaniu z Andrzejem Lepperem. W niecały rok od momentu, kiedy Lepper nieoficjalnie zadeklarował gotowość do współpracy z organami ścigania karnego w sprawie przecieku, znaleziono go martwego w warszawskich biurach Samoobrony przy Al. Jerozolimskich. Według prokuratury było to samobójstwo.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.
Dziennikarskie Archiwum X to Wydział Śledczo-Analityczny Gazety Finansowej zajmujący się analizą starych, nierozwikłanych i zaniechanych przez organy ścigania spraw oraz afer, a także podejmowaniem tematów nowych, bieżących, aktualnych.